';
dr Tomasz Pełczyński

Pierwszy zabieg dentystyczny, taki na poważnie, Tomek wykonał na czwartym roku stomatologii.
Jego pacjentem był szwagier, sprawa dotyczyła usunięcia bolesnej ósemki. ”Do dziś jest moim szwagrem i moim przyjacielem” – uśmiecha się Tomek – ”To znaczy, że było okej”.

Sam, jako dziecko, nie przepadał za dentystami, więc doskonale rozumie, kiedy ktoś wchodzi do gabinetu z nietęgą miną. ”Po pierwsze wiem, co ludzie czują i staram się delikatnie im wyjaśnić, że lęk jest normalny, ale w tym wypadku niepotrzebny. Nie będzie bolało, bo nie musi.

Dziś zmieniło się nie tylko to, jak pracujemy i co możemy zaoferować, ale też podejście do drugiego człowieka. To pacjent, ale i kolega, tyle, że na fotelu. Naprawdę mam satysfakcję, gdy kolega ten wychodzi zadowolony. I wraca. I już nie ma tej nietęgiej miny sprzed miesiąca… Uważam, że wyrwać ząb potrafi każdy głupi, maestrią jest uratować ząb ”w trudnej sytuacji” – i to jest dla mnie sztuką i wyzwaniem.

A o czym marzę? O podniesieniu dna zatoki szczękowej przed implantacją. Na to czekam i do tego się przygotowuję”.